Bogatynia – Popatrz jak działa rząd

Najwyższy już czas, aby Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę działań wszystkich służb ratowniczych i administracji publicznej, w tym w szczególności rządowej, w przypadkach tegorocznych klęsk żywiołowych – i możliwie jak najszybciej upubliczniła ich wyniki.

Wczoraj doniesienia telewizji informacyjnych zdominowały dramatyczne doniesienia z Bogatyni – prawie 20-tysięcznego miasta położonego u zbiegu granic Polski, Czech i Niemiec w województwie dolnośląskim. Gwałtowne kilkunastogodzinne opady deszczu wynoszące około 80 litrów na metr kwadratowy spowodowały, że nieduża lokalna rzeka Miedzianka spowodowała zalanie aż 3/4 terenu miasta.
Niektóre budynki zostały zalane do wysokości pierwszego pietra. Zerwany jeden most, dwa kolejne uszkodzone, utrudniony dojazd do tej miejscowości.
Brak prądu i wody, a także przerwana łączność telefoniczna pokazują, jak żywioł w ciągu krótkiego czasu może utrudnić działania służb ratowniczych. Takie ulewy zdarzają się w naszym kraju coraz częściej; w tym roku na terenie całego kraju były już trzy fale tego rodzaju opadów, powodujących katastrofalne powodzie na większych lub mniejszych obszarach. Niestety wszystko wskazuje na to, że będą się powtarzać.
Wydawało się, że po tegorocznych doświadczeniach struktury państwa i służby ratownicze powinny być na tyle przygotowane, żeby na każde tego rodzaju zjawiska pogodowe natychmiast reagować. Przyzwyczailiśmy się już, że zarówno władze lokalne, jak i ochotnicze straże pożarne, stają na wysokości zadania, ale na miarę swoich możliwości. A ponieważ te możliwości są z reguły ograniczone, głównie ze względu na brak odpowiednich ilości specjalistycznego sprzętu, prawie natychmiast zwracają się o pomoc do państwowej straży pożarnej, wojska i – szerzej – do administracji rządowej.
Tak było i w tym przypadku, tyle tylko, że na tego rodzaju pomoc trzeba było czekać całymi długimi godzinami, podczas gdy na miejscu zaszła konieczność ratowania życia ludzi zagrożonych przez żywioł – ludzi siedzących na dachach, a nawet na słupach energetycznych.
Niestety przypadek Bogatyni w całej rozciągłości potwierdził kompletną niewydolność służb państwowych. Na dramatyczne apele burmistrza Bogatyni przekazywane za pośrednictwem telewizji informacyjnych zareagowały wojska inżynieryjne. Szef tych wojsk generał Janusz Lalka, którego pokazano w telewizji, twierdził około godziny 12, że zadysponował 4 łodzi ratunkowe, 1 amfibię, a nawet 2 helikoptery do podejmowania ludzi znajdujących się na dachach domów i 20 żołnierzy. Tylko tyle sprzętu i ludzi do ratowania kilku tysięcy ludzi, których życie było zagrożone, mogło udostępnić wojsko. Co więcej, do wieczora tego sprzętu ani wojska nie było widać – ani w Bogatyni, ani w jej okolicach, chociaż sprzęt ten miał docierać z miejsc postoju wojsk inżynieryjnych oddalonych od tego miasta nie więcej niż 100 kilometrów.
Przypadek Bogatyni bardzo dobitnie pokazuje, jak słabe jest polskie państwo, jak fatalnie działają struktury, za które odpowiada administracja rządowa od policji przez państwową straż pożarną aż po wojsko. Kondycja wojska potwierdzana przez różnego rodzaju wydarzenia klęskowe jest wręcz zatrważająca.
Można odnieść wrażenie, że w przypadku armii nie tylko brakuje sprawnego sprzętu, żołnierzy, których można by było użyć w zwalczaniu skutków klęsk żywiołowych, lecz także sprawnego i odpowiedzialnego dowodzenia.
Wydaje się, że najwyższy już czas, aby Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę działań wszystkich służb ratowniczych i administracji publicznej, w tym w szczególności rządowej, w przypadkach tegorocznych klęsk żywiołowych – i możliwie jak najszybciej upubliczniła ich wyniki.
Z tymi wynikami powinien zapoznać się polski Pparlament i pilnie podjąć odpowiednie decyzje, także finansowe, które będą nas odpowiednio przygotowywały na tego rodzaju katastroficzne zdarzenia w przyszłości.
Jeżeli bowiem się to nie stanie, to – jak to już bywało w tym roku – rząd przerzuci odpowiedzialność za wszystko, co złe, na samorządy lokalne (jak pamiętamy, premier Tusk na pretensje mieszkańców jakiejś zalanej przez powódź miejscowości odpowiedział: ?trzeba było wybrać sobie lepszego wójta?), a następne wsie i miasta będą się topiły podczas kolejnych powodzi.

źródło: gazetapolska.pl, Zbigniew Kuźniak